Książki dla dorosłych

„Wieczny początek. Warmia i Mazury” Beata Szady

Niejednokrotnie wspominałam już, że bardzo lubię sięgać po książki, w których poruszane są tematy związane z drugą wojną światową. Mam tu na myśli zarówno literaturę piękną, jak i reportaż. Szczególnie interesuje mnie kwestia życia codziennego ówczesnej społeczności, ich wartości, dylematy i tragedie, które dotykały niemal każdego, kto żył w tamtych czasach. Ogromną radość sprawiła mi propozycja zrecenzowania książki, która opowiada historię ludzi żyjących na Warmii i Mazurach. Od ponad 10 lat mieszkam w Toruniu, ale to w Olsztynie, w moim rodzinnym mieście, zostawiłam duży kawałek swojego serca. Oprócz wspomnianej uciechy, pojawiła się też pewna obawa, czy będę potrafiła zachować obiektywizm i nie oceniać reportażu Beaty Szady poprzez emocje i refleksje, jakie pojawiają się podczas czytania. W celu uniknięcia tej pułapki postanowiłam odczekać kilka dni i zasiąść do recenzji, gdy część emocji już opadnie. Poznajcie zatem moją opinię na temat „Wiecznego początku”.

Lasy, jeziora, rzeki i mnóstwo promieni słonecznych. Istny cud natury i raj dla wczasowiczów. To pierwsze skojarzenia, jakie przychodzą nam do głowy, gdy pada hasło „Warmia i Mazury”. Miejsce, którym chętnie chwalimy się również za granicą. Piękny punkt na mapie naszego kraju. Kwintesencja polskości. Jednak, czy zawsze tak było? Z lekcji historii wiemy, że nie. Ziemie te, przez lata niemieckie, weszły w skład państwa polskiego po II wojnie światowej. W tej jednej chwili zmieniło się wszystko. Mieszkańcy, którzy pozostali, stanęli przed trudnym zadaniem. Musieli na nowo odnaleźć się w niełatwej rzeczywistości.

Beata Szady postanowiła przemierzyć Warmię i Mazury, by poszukać odpowiedzi na pytanie o tożsamość. Na swojej drodze spotykała ludzi, którzy z całych sił pragnęli uciec z kraju, bo nie czuli się z nim związani i zdecydowali się zostawić ojcowiznę. Poznała katolickich księży, którzy na Mazurach przejmowali ewangelickie kościoły. Rozmawiała z też z ludźmi, którzy bez skrupułów korzystali z poniemieckich dorobków. Dzięki tym spotkaniom poznała wiele subiektywnych definicji tożsamości regionalnej. Ich wspólnym mianownikiem – wieczny początek. Na kartach reportażu czytelnik poznaje tych, którzy musieli swoje życie zaczynać od nowa.

Autorka oddała w nasze ręce bardzo dobry reportaż, w którym przedstawia losy niemieckich Warmiaków i Mazurów. Nie ocenia, nie oskarża, nie piętnuje. Podjęła się trudnego zadania, jakim jest zrozumiałe przedstawienie skomplikowanej historii regionu, która skrywa w sobie wiele nieznanych nam faktów. Zaprasza nas na spotkanie z tymi, którzy niejednokrotnie musieli stanąć przed pytaniami: „Kim jestem? Kim się czuję? Mazurem? Niemką? Polką? Polakiem?”. Nam, żyjącym obecnie, odpowiedzi wydają się takie proste. Jednak nie każdemu łatwo jest na nie odpowiedzieć. Bo czy można stać w rozkroku między dwoma państwami, narodami, a nawet tożsamościami?

Dużym atutem reportażu jest ciekawa narracja, przejrzystość języka i stylu. Autorka w prosty sposób ukazuje nam historię regionu, dzięki której czytelnicy mogą się przekonać, ze Warmia i Mazury to coś więcej niż malownicze tereny. Praca Beaty Szady tym bardziej wzbudza mój podziw, bo autorka w żaden sposób nie jest związana z regionem. 

Choć moja opinia zawiera same pochwały, wiem, że nie jest to książka dla wszystkich. Polecam ją szczególnie tym, którzy są ciekawi historii naszego kraju. Uważam zaś, że jest ona obowiązkową lekturą dla tych, którzy pochodzą z Warmii i Mazur bądź upatrzyli sobie to miejsce na wakacyjny odpoczynek. Warto znać historię tego pięknego miejsca 🙂

 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czarne. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *